strona główna     │     witryny tematyczne    │      blogowisko     │     listy_post scriptum   │     felietony    │    o mnie  





O światłej pokorze


NAJNOWSZE WPISY:


ARCHIWUM:


O rozsterkach w drodze

O tempora, o mores!

O chwili doczesnej

O autorytetach
 

O przyjaźni
 

O kobietach i damach
 

O stanach skupienia
 

O krotochwilach Zagłoby
 

O Strasznym Dworze'2012

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





Wielce umiłowana memu sercu Waćpanno!

       

        Oj, nielekko w tej naszej Rzeczpospolitej, Waćpanno. Z ciężkim sercem kreślę te słowa, gdyż nadzieje podtrzymujące atencję dla Waćpanny ulegają jakowemuś rozchwianiu. Deliberuję nad przyczynami owego stanu intensywnie, aż imć Zagłoba powiada iż patrzeć już na mnie się wzdraga, bo drugie oko mu same bielmem zachodzi. Zaleca odsunąć na czas jakiś zmartwienia i sugeruje izolację od kompanji z wyjątkiem, naturalnie, jego osoby jako nieodłącznej części koniecznego antidotum przy gąsiorku szlachetnego miodu, któren balsamem, jak powiada, jedynie być może na moje frasunki.

Ja jednak wiem, że ten coraz bardziej bolesny stan mojej duszy spowodowany jest przedłużającą się rozłąką z Waćpanną, gdyż nic tak nigdy nie podnosiło mnie na duchu jak widok Waćpanny lic i dźwięczący srebrem głosik. Żałość niezmierna  ogarnia dusze moją, gdy pomyślę, że zamiast ciepła rąk Waćpanny, to wokół gdzie się nie ruszyć, jeno zima siarczysta i mrożące krew wieści nadchodzące z Dzikich Pól o buntujących się Kozakach. Te przechery na peryferiach Rzeczpospolitej znów larum podnoszą, że krzywda im sie dzieje, bo do Moskala niby nie chcą, ale na naszej Koronie, ostoi cywilizacji, stale psy wieszają. Zamierzałem ci ja ruszyć niewielkim pocztem na Podole do gniazda Potockich ze Złotego Potoka, by uzyskać listy uwierzytelniające od Jacka Potockiego zwanego Protem, który był przecież jednym z pierwszych polskich bankierów i przemysłowców z Kompani Handlowej Polskiej na kresach, a która znakomicie umacniała nasz handel na Morzu Czarnym. Gdy Prot założył port oraz magazyny w Jampolu, to za jego sprawą z Chersonia nad Czarnym Morzem przez Bosfor szły statki z podolskim zbożem do zachodniej Europy. Możny to Pan i uczynny.
Te listy otwierałyby drogę do sułtanatu tureckiego i wybrzeża likijskiego w obrębie którego moc wykopalisk starożytnych cywilizacji, a które jak wiesz, Moja Najmilsza Waćpanno, są dla mej dociekliwości
magnum mysterium i probierzem zrozumienia dlaczego jedne narody weszły na drogę rozwoju cywilizacji dla powszechnego dobra, a inne jak te nasze kozacko-tatarskie watahy w dziczy sie jeno ostały.

Lecz na wieść o tych planach rzekł pan Longinus: "Ba! ale jak się tam dostać teraz, gdy drogę Krzywonos zagradza. Jampol to też, jak słyszałem, gniazdo rozbójnicze." Powiadają nasze szlachetki, że to straszna kraina, gdzie tylu ludzi schodziło ustawicznie ze świata nagłą śmiercią, bez spowiedzi, rozgrzeszenia, a rycerze nasi stamtąd powracający prawili przy ogniu: "o dolinach przepaścistych, w których gdy wiatr powiał, zrywały się nagle jęki: „Jezu, Jezu!” — o płomieniach błędnych, w których coś chrapało — o śmiejących się skałach — o bladych dzieciach „sysunach” z zielonymi oczyma i potwornej głowie, które prosiły, by je zabrać na koń, a zabrane poczynały wysysać krew — wreszcie o głowach bez kadłubów chodzących na pajęczych nogach i o najstraszniejszych z tych wszystkich okropności, dorosłych upiorach, czyli tak zwanych z wołoska „brukołakach”, które wprost rzucały się na ludzi."*

Brrr... ciarki po plecach chodzą słuchając tych strasznych opowieści, więc nie dziw się Waćpanno, żem na rozdrożu duchowym, czy podjąć ryzykowną eskapadę ku nieustającej chwale Rzeczpospolitej, czy zawrócić i powierzyć swe rozedrgane serce troskliwej opiece Waćpanny w błogim świecie naszych pragnień i spełnień. To mi też uświadomiło, że mam jeszcze do wypełnienia obietnice złożone Waćpannie w przeszłym roku na eseje koryfeuszy naszych poezyj imć Panów Tuwima i Gałczyńskiego w kontekście ukazanych na rynku ich szaleńczo odzierających z szat monografii. Zatem nie pozostaje mi nic innego, niż skupić się teraz nad buteleczką inkaustu z jednej strony i gąsiorkiem małmazji z drugiej, by Waćpanny nie zawieść co do moich intencyj.

Serce i duszę swą od tej chwili Waćpannie powierzam

Krisand z Pomorza

*Henryk Sienkiewicz, Pan Wolodyjowski




Copyright Krisand.2012-2017. All rights reserved.